Londyn, 29.10.2020 r.
– Słyszałaś, że odwołali jutrzejsze zajęcia?! –
podekscytowany głos Pauli rozbrzmiał w moim uchu po odebraniu połączenia.
Westchnęłam wrzucając plasterek cytryny do gorącej herbaty. – Maddie!
– Tak, słyszałam – odparłam biorąc kubek do ręki.
– Cenię sobie takie informacje – Powiedziałam siadając na łóżku. Oparłam głowę
o wygodne poduszki ciesząc się chwilą relaksu. To było najlepsze lekarstwo na
stan, który ogarnął mnie po niezwykle nużących wykładach.
– Wiesz, co to oznacza? – spytała klnąc pod nosem
jak szewc. – Cholera jasna!
– Obawiam się, że nie – mruknęłam. – Co ty
robisz, kretynko?
– Szukam sukienki! I ty też powinnaś –
poinformowała mnie. – Wychodzimy! Trzeba uczcić ten przedłożony weekend!
– Wybij to sobie z głowy! Nigdzie nie idę –
powiedziałam stanowczo.
– Maddie! Nie bądź taka! Proszę cię, nie
zostawiaj mnie samej z tą nierozłączną dwójką!
– Jaką dwójką? – zdziwiłam się. – O, nie! –
Krzyknęłam, gdy dotarł do mnie sens jej słów. – Nie mam ochoty na wieczór w
towarzystwie Kaia!
– Daj spokój – dałabym sobie rękę uciąć, że Paula
w tym momencie przewróciła oczami. – Widzimy się za półtorej godziny, prześlę
ci adres. Czółko! – Przyjaciółka zakończyła rozmowę. Warknęłam pod nosem. Świetnie!
Jak zwykle nie miałam nic do powiedzenia. Nie chciałam widzieć tego
impertynenckiego Niemca. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego. Przekorny los
miał jednak gdzieś moje zdanie. Igrał ze mną splatając nasze drogi. Z frustracją
przeczesałam swoje długie włosy. Opróżniłam kubek, z niechęcią podniosłam się z
łóżka i stanęłam przed szafą. Po kilkunastu minutach batalii włożyłam na siebie
skórzane, obcisłe spodnie oraz czarną, koronkową bluzkę. Z zadowoleniem
przejrzałam się w lustrze. Żeby się nie zdziwił! Postawiłam na buty, które
idealnie podkreślały moje nogi i w ostatniej chwili pomalowałam usta czerwoną
szminką. Odczytałam wiadomość od Pauli wskakując do nadjeżdżającego autobusu.
Panował w nim niemiłosierny tłok, jednak nie dziwiłam się temu. Wcisnęłam w
uszy słuchawki chcąc, choć trochę umilić sobie podróż. Może Kai jednak się nie
pojawi? Wiedziałam, że to złudne nadzieje. Paula i jej pomysły! Ten człowiek
działał mi na nerwy od pierwszego spotkania, miałam go po dziurki w nosie. Nic
i nikt nie zmieni mojego zdania. Wysiadłam z autobusu z ciężkim sercem. Przeszłam
na drugą stronę ulicy w poszukiwaniu pubu.
Londyn, Norman's Coach & Horses, 29.10.2020
r.
Norman’s
Coach & Horses według Pauli cieszył się dużą popularnością. Wewnątrz powitał
mnie nienachalny ścisk, typowo angielski wystrój oraz pozytywne wibracje. Z
ciekawością rozglądnęłam się po pomieszczeniu. Ludzie popijali piwo zaśmiewając
się głośno z żartów swoich towarzyszy, inni śpiewali wraz z pozostałymi gośćmi,
jeszcze inni grali na usytuowanym w przytulnym kącie pianinie. To właśnie przy
nim dostrzegłam Paulę, Timo i, o zgrozo, Kaia. Wzięłam głęboki wdech i pewnym
krokiem ruszyłam w ich stronę.
– Cześć – przywitałam się radośnie. Przyjaciółka
objęła mnie mocno, Timo posłał mi buziaka, a ten nadęty buc nie odezwał się
nawet jednym słówkiem. Prychnęłam pod nosem odwieszając jesienny płaszcz. Z
satysfakcją odnotowałam wzrok Kaia przesuwający się po moich piersiach,
zakrytych jedynie czarnym biustonoszem. Paula gwizdnęła z uznaniem. Usiadłam
naprzeciwko Niemca uśmiechając się słodko. Sarknął zatapiając kształtne i pełne
usta w mocnym drinku.
– Co dla ciebie? – spytała Paula.
– Mojito – odparłam.
– Cóż za oryginalność – odezwał się jaśnie pan.
– Nikt cię nie prosił o zdanie – warknęłam. – To
Cuba Libre? – Wskazałam na jego drinka.
– No proszę, nie spodziewałem się tego – klasnął
w dłonie z uznaniem.
– Możecie się uspokoić? – wtrącił Timo.
– Nie – odparliśmy równocześnie. Kai uśmiechnął
się drwiąco, a mi zrobiło się gorąco. Zupełnie bez powodu. Staraliśmy się
ignorować dla dobra towarzyszącej nam dwójki, ale było to trudne. W chwili, w
której kelnerka postawiła przed Kaiem kolejnego drinka i szepnęła mu coś do
ucha zalała mnie fala złości. Przygryzłam słomkę mordując go wzrokiem. Puścił
mi oczko nonszalancko rozsiadając się na krześle. Miałam ochotę go zamordować.
W tym momencie miałam gdzieś wiążące się z tym konsekwencje. Po upływie paru
sekund Kai podniósł się z siedzenia. Spojrzałam na niego zdziwiona i szybko
tego pożałowałam. Wylał drinka na moją bluzkę.
– Kai! – wrzasnęłam. – Zwariowałeś?! – Pisnęłam.
Paula i Timo zanieśli się głośnym śmiechem.
– To za moje spodnie! – warknął. – Wiesz, co… –
Zawiesił głos zatrzymując wzrok na moich piersiach. – Jednak masz, co
wyeksponować – Dokończył niezwykle z siebie zadowolony.
– Palant i nikt więcej – stwierdziłam zgodnie z
prawdą i udałam się do łazienki, by zminimalizować straty. Powiedzieć, że byłam
wściekła, to nie powiedzieć nic! Ten dupek właśnie zniszczył moją ulubioną
bluzkę. – Pożałujesz tego! – Przyrzekłam.
– Czego? – podskoczyłam w miejscu słysząc jego głos.
– Zjeżdżaj stąd, zboczeńcu! To damska toaleta! –
krzyknęłam.
– Przyznaj, że specjalnie się tak ubrałaś.
Ostatnio chyba cię obraziłem – rzucił podchodząc bliżej.
– Mam gdzieś twoje zdanie i ciebie. Wyjdź stąd –
nakazałam wkładając pod wodę papierowy ręcznik.
– Pomóc ci? – zaoferował wyrywając mi z ręki
namoknięty ręcznik. Cała się trzęsłam. – Byłoby prościej, gdybyś się rozebrała
– Szepnął nachylając się. Drażnił się ze mną, wiedziałam to. Mimo to… Zmiękły
mi kolana.
– Kai, wyjdź stąd – wyjąkałam odwracając się.
Stanął za mną patrząc na mnie przez lustro. Wyglądał jak milion dolarów, a
rozpięte guziki od koszuli czyniły z niego chodzący seks. Przemknął dłońmi po
moim ciele ściskając piersi. Wrzałam. – KAI!
– Już idę… Osiołku – owiał oddechem moje ucho, po
czym opuścił łazienkę. Oparłam się o kafelki próbując się uspokoić. Pragnęłam, żeby
wrócił. Żeby mnie dotknął. Żeby sam się rozebrał. Zacisnęłam piąstki. Cholerny
dupek! Ochlapałam twarz zimną wodą. Nic to nie dało. Irytujące rumieńce pokrywały
policzki, a serce boleśnie obijało się o żebra. Nie miałam pojęcia, dlaczego
ten człowiek tak na mnie działa. Próbowałam zachować trzeźwość umysłu, jednak w
jego obecności mój mózg zamieniał się w papkę. Będąc małą dziewczynką obiecałam
sobie, że żaden chłopak nie będzie ze mnie drwił. Miałam zamiar dotrzymać tego
postanowienia za wszelką cenę.
Wyszłam
z łazienki z podniesionym czołem. Zmierzając do stolika dostrzegłam znajomą
kelnerkę. Stała obok Niemca i z cielęcym uśmiechem szeptała mu coś do ucha.
Znowu. Ten idiota otwarcie z nią flirtował! Skrzywiłam się z niesmakiem i poczułam
niczym nieuzasadnioną, chorą zazdrość. Znowu. Syknęłam niczym pędząca
lokomotywa i tanecznym krokiem ruszyłam w stronę moich kompanów. Na mój widok
Paula zachichotała cicho, a Timo sugestywnie poruszył brwiami. Spławiłam ich i
usadowiłam się na kolanach Kaia.
– Kochanie, dlaczego zostawiłeś mnie samą w
toalecie? – zaświergotałam słodko obejmując dłońmi jego szyję. – Jeszcze nie
skończyliśmy – Mruknęłam seksownie. Na jego twarzy odmalowała się furia.
– Co ty wyprawiasz? – warknął. Uciszyłam go wędrując
dłonią w dół. Moje palce ostrzegawczo zacisnęły się na sprzączce od paska.
– Nie mówiłeś, że kogoś masz – kelnerka posłała
mu oburzone spojrzenie i oddaliła się kręcąc tyłkiem.
– Co ty najlepszego zrobiłaś?! – Kai podniósł głos.
Zgrabnie zsunęłam się z jego kolan i usiadłam na swoim miejscu. – Właśnie
umawialiśmy się na randkę!
– Nie zaczynaj ze mną, Havertz – powiedziałam.
Drgnął słysząc swoje nazwisko z moich ust, ale nie odniósł się do tego. Udał się
do baru po kolejnego drinka. Timo poszedł za nim, dając nam chwilę dla siebie.
– Dlaczego tak na mnie patrzysz? – Spytałam przyjaciółkę. Upiłam łyk rozkoszując
się smakiem.
– Co to za przedstawienie, do cholery? – Paula
rozdziawiła usta. – Naprawdę robił ci dobrze w łazience?! Dosłownie parę metrów
od nas?! – Zrobiła wielkie oczy.
– Oczywiście, że nie! Za kogo ty mnie masz? – trąciłam
ją łokciem. – Uroczyście przysięgam, że już nie dam się wyciągnąć na
jakiekolwiek wyjście z tym człowiekiem! I nie obchodzi mnie, co sobie uroiłaś w
tej blond główce – Popukałam ją w czoło.
– Nie chciałam was zeswatać, jeśli to masz na myśli
– Paula w geście obrony zaczęła gestykulować rękoma. – Nie moja wina, że oboje
wyglądacie tak, jakbyście chcieli się na siebie rzucić, nie bacząc na
konsekwencje. I wcale bym się nie zdziwiła, gdyby poszedł za tobą do łazienki w
wiadomym celu! – Uśmiechnęła się znacząco.
– Mam dość – stwierdziłam dopijając drinka. – Nie
wytrzymam ani sekundy dłużej… Duszę się tutaj! – Powachlowałam się dłonią.
Rozbawiona przyjaciółka opróżniła swoją szklankę jednym łykiem. Nienawidziłam
tego, że miała rację. Nienawidziłam siebie za to, że gdyby Kai naprawdę mnie
chciał, oddałabym mu się bez mrugnięcia okiem…
Londyn, 30.10.2020 r.
Obudziłam się rano
czując nieprzyjemne ssanie w żołądku. Moja biedna głowa pulsowała tępym bólem.
Westchnęłam głośno przekręcając się na drugi bok. Miałam za swoje... Mogłam
tyle nie pić! Jednak... Alkohol był jedynym, rozsądnym i sensownym rozwiązaniem
na to, by przez resztę wieczoru jakoś znieść obecność Kaia. Po powrocie rzucał
w moją stronę sugestywne uśmieszki, które sukcesywnie ignorowałam. Na samo
wspomnienie jego stanowczych i silnych dłoni zrobiło mi się gorąco. Byłam
cholerną kretynką! Wygrzebałam się z ciepłej pościeli i ruszyłam do kuchni. Jęknęłam
widząc zostawiony wczoraj bałagan. Wiedziałam, że dopóki kac mnie nie opuści,
nic z nim nie zrobię. Musiałam to przecierpieć. Jedynym pocieszeniem było to, że
Paula z pewnością nie czuje się lepiej. Ona potrzebowała kilku dni na dojście
do siebie. Z trudem znalazłam w szafce jakieś proszki. Wzięłam je do ust i
szybko popiłam zimną wodą. Skrzywiłam się z niesmakiem. Głowa bolała mnie coraz
bardziej. Usiadłam na kanapie okrywając się kocem. Spojrzałam w okno. Smętne
chmury i deszcz nie poprawiły mojego nastroju. Kai pojawił się w moim życiu
kilka tygodni temu i miałam wrażenie, że już zdołał przewrócić je do góry
nogami. W jego obecności nie potrafiłam racjonalnie myśleć. Odgryzałam mu się,
hardo odpowiadałam na jego zaczepki. Jednocześnie... Podobał mi się sposób, w
jaki na mnie patrzył. Podobał mi się kształt jego ust, idealnie wykrojone brwi
i wyraziste kości policzkowe. Był przystojny. Zdawał sobie z tego sprawę i
wykorzystywał swoją pewność siebie na każdym kroku. Odpychałam go od siebie,
równolegle marząc o tym, by czuć jego bliskość. Chciałam, żeby ze mną pogrywał,
by się wściekał, by mnie prowokował. Byłam nielogiczna. I głupia. Nie mogłam
wpaść w jego sidła. Jednak podświadomość podpowiadała mi, że chcąc, czy nie, już
to zrobiłam...
***
Witam!
Nie lubię meczów o tak wczesnej godzinie :(
