piątek, 21 kwietnia 2023

Dziewiętnasty

 Londyn, 19.05.2021 r.


    Kai… – zaczęłam cichutko, gdy wszedł do kuchni, by zrobić sobie kawę. Baloo przydreptał za nim, radośnie wymachując ogonem. – Muszę… Muszę ci coś powiedzieć – Odchrząknęłam. Nie przypuszczałam, że to będzie aż takie trudne! Kai odwrócił się do mnie z lekkim napięciem widocznym na twarzy.
Maddie… Czy ty… Jesteś w ciąży? – wyjąkał i zbladł. Popatrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami, a później parsknęłam śmiechem. Mój chłopak spojrzał na mnie z wyrzutem. – Nie strasz mnie tak! – Teatralnie złapał się za serce i opadł na krzesło z kubkiem gorącej kawy w dłoni. Upił łyk nieznacznie się krzywiąc. Zawsze to robił. I niczego się nie nauczył.
Nie, nie jestem – odparłam ocierając łzy z kącików oczu. – Ale… To też jest poważna sprawa. Bo ja… Nie dam rady… Nie będzie mnie w Porto – Wydusiłam spuszczając wzrok. Policzki mnie piekły. Chciałam ukryć twarz w dłoniach, ale nie mogłam. Czułam po kościach nadchodzącą awanturę.
Nie będzie cię w Porto?! – krzyknął zrywając się z miejsca. Wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. Zacisnął usta w wąską kreskę. Nie lubiłam go w takim wydaniu. – Dlaczego? Przecież to mój pierwszy finał Ligi Mistrzów! Co może być ważniejsze od tego?! – Warknął. Baloo schował się za mną. Jego uszy lekko oklapły. Pogłaskałam jego miękką sierść.
Studia – wyszeptałam bliska płaczu.
W sobotę? – zironizował.
Mamy pilne spotkanie dotyczące pewnego projektu i przyszłorocznych praktyk… Muszę… Muszę być na nim obecna! Próbowałam się jakoś wykręcić, ale to niemożliwe – podjęłam próbę wyjaśnień. Wiedziałam jednak, że na nic się zdadzą. Sama byłabym wściekła. Bo wiedziałam, ile to dla niego znaczy. Wiedziałam, że to bardzo ważne. Że to ważny moment. Może nawet najważniejszy w całej jego karierze. Odkąd po emocjonujących starciach z Realem Madryt, awansowali do finału, Kai mówił tylko o tym. Cieszył się jak dziecko. Nie mógł uwierzyć w to, że po dość słabym początku sezonu, po wszystkich perturbacjach, zmianie trenera, udało im się tam dotrzeć. To było jak dziecięce marzenie, które w końcu miało się spełnić. A ja miałam tam być. I go wspierać. Dopingować. Cieszyć się wraz z nim, bądź pocieszać. A teraz tak po prostu miałam obejrzeć to spotkanie w telewizji. Byłam zła na samą siebie. Nie miałam mu za złe, że się wściekł.
Wspaniale! – klasnął w dłonie. – Naprawdę wspaniale! – Wysyczał i wyszedł z kuchni. Chwilę później usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Osunęłam się po ścianie i z całej siły przytuliłam się do Baloo. On mnie nie osądzał.


Londyn, 24.05.2021 r.


    Imbecylku, czy ty totalnie zwariowałaś?! – wrzask Pauli przywitał mnie, gdy ledwo zdążyłam postawić stopę w kawiarni. Znajdujący się w niej ludzie posłali blondynce zniesmaczone spojrzenia, z których nic sobie nie robiła. – Ja naprawdę jestem wyrozumiała, ale wszystko ma swoje granice!
Ucisz się, kretynko, wszyscy na nas patrzą! – syknęłam zajmując miejsce naprzeciwko niej. Złożyłam zamówienie, jednocześnie przepraszając za małą scenę. Kelnerka uśmiechnęła się miło i zniknęła na zapleczu. – Kai mnie sprzedał? Nic nowego!
Ty naprawdę postradałaś rozum! – jej oczy zaokrągliły się ze zdziwienia. – Finał Ligi Mistrzów! Masz w ogóle pojęcie, co to oznacza? Dla całej drużyny i dla Kaia? Dla twojego chłopaka! – Dramatycznie powachlowała się dłonią.
Przypomnij mi, dlaczego ja wciąż się z tobą przyjaźnię? – spytałam. – Nie jestem głupia, wiem, co to znaczy. I wiem, że Kai jest moim chłopakiem – Zdenerwowałam się lekko na jej słowa. Wiedziałam, że chce dobrze, ale byłam zirytowana.
W takim razie wyjaśnij mi, proszę… – zaczęła, ale szybko przerwałam jej nadchodzącą tyradę.
Wracam właśnie z uczelni. Załatwiłam wszystkie formalności, będę w Porto – oznajmiłam spokojnie. – Gdybyś nie zaatakowała mnie od wejścia, dowiedziałabyś się znacznie szybciej – Wystawiłam jej język obserwując reakcję. Przyjaciółka rzuciła mi gniewne spojrzenie.
Nie mogłaś powiedzieć od razu? – gwałtownie zamieszała kawę łyżeczką. – Kai wie?
Nie, to ma być niespodzianka – odparłam z uśmiechem. – Przysięgam, że własnoręcznie cię uduszę, jeśli piśniesz mu choć słówko! – Zastrzegłam.
Obiecuję milczeć! – przyłożyła sobie dłoń do piersi. Parsknęłam śmiechem. – Ale powiem Timo, żeby dyskretnie załatwił jeszcze jedną wejściówkę – Dodała poważniejszym tonem.
Dziękuję – powiedziałam szczerze. – Wiem, że go rozgniewałam. Od paru dni schodzimy sobie z drogi w mieszkaniu… Mam dość tak napiętej atmosfery – Poskarżyłam się. Upiłam łyk kawy delektując się zjawiskowym aromatem.
Kto by pomyślał, że akurat wy macie problem z rozładowaniem napięcia! – żachnęła się.
Daj spokój, nic nie działa, choć próbowałam wszystkiego – wyznałam speszona. Paula parsknęła głośnym śmiechem. Zażenowana pokręciłam głową.
Jeśli Kai wzniesie w sobotę do góry upragniony Puchar, to szybko mu przejdzie! – zapewniła mnie. A ja jej uwierzyłam.


Porto, Estádio do Dragão, 29.05.2021 r.


    Portugalia była kolebką historii, kultury oraz tradycji. Była państwem, ciepłym oraz wspaniałym, które zachwycało turystów przepięknymi widokami, doskonałą kuchnią, malowniczymi miasteczkami, spektakularnymi plażami i życzliwością mieszkańców. 
W tłumie mieszały się zapachy, języki, kolory skóry oraz narodowości. Stadion, na którym miał zostać rozegrany dzisiejszy finał Ligi Mistrzów zrobił na mnie nie lada wrażenie. Mógł pomieścić ponad pięćdziesiąt tysięcy widzów. Będąc w loży VIP czułam się jak mrówka. Widziałam wszystkich tych ludzi, pomieszane barwy. Widziałam specjalne banery, plakaty, szaliki, kapelusze, proporczyki. Mieniło mi się przed oczami. Podniosła atmosfera wisiała w powietrzu, a ja marzyłam jedynie o końcu tego spotkania. Byłam kłębkiem nerwów od momentu, gdy wysiadłam z samolotu. Wierzyłam, ale również się bałam. Układałam w głowie przeróżne scenariusze. Radość po upragnionej wygranej, smutek, łzy, gorzkie rozczarowanie po przegranej. Przeciwnik był silny, pragnął zwycięstwa po kilku porażkach. Ale Chelsea również chciała wygrać. Chcieli znów wznieść w górę Puchar, po dziewięcioletniej przerwie. I wiedziałam, że Kai chciał zostać bohaterem. Paula mówiła mi, że wielu kibiców oraz ekspertów była zawiedziona kolejnym angielskim finałem, ale miałam gdzieś ich zdanie. Najważniejsze było to spotkanie, te emocje. Poprawiłam koszulkę z numerem Kaia rozglądając się na boki. Wielki zegar odliczał czas do rozpoczęcia. Do godziny zero. Z markotną miną spojrzałam na schowaną w torebce butelkę wody. Potrzebowałam czegoś znacznie mocniejszego na uspokojenie!
Przydałby ci się alkohol, prawda? – westchnęła Paula.
Czytasz mi w myślach, moja kretynko! – przyznałam.
Masz – podała mi butelkę z ciemnym płynem. Zmarszczyłam czoło. – Zmajstrowałam nam na szybko drinka! Trochę kopie, bo przesadziłam z ilością rumu – Zachichotała. Paula i jej pomysły! Z wdzięcznością przyjęłam od niej butelkę i pociągnęłam spory łyk. Alkohol przyjemnie rozgrzał mnie od środka. Czułam mocny posmak na języku.
Jesteś szurnięta – powiedziałam głośno. Objęła mnie wskazując na zegar. Dwudziesta pierwsza. Dwudziesty dziewiąty dzień maja. Dwa tysiące dwudziesty pierwszy rok. To było to. To musiało być to. 

    Manchester City vs. Chelsea. Zwycięzca Premier League kontra zespół, który w tabeli ligowej zajął czwarte miejsce. Podekscytowanie, emocje, nerwy, nadzieja. Okrzyki, szaleńczy doping, głośne śpiewy, wiwaty, wsparcie. Tłum, niebieskie barwy. Mecz 
o wszystko. O wygranie. O chwałę. O dumę. Spotkanie mogło się podobać sympatykom obu drużyn. Tempo było szybkie, a piłkarze często gościli w polu karnym rywali. Groźniejsze sytuacje do zdobycia bramki miała Chelsea, ale ku niezadowoleniu Pauli, dwie świetne okazje zmarnował Timo. Czułam jej emocje, bo ściskała mnie mocno jak wariatka. Nie mogłam wyswobodzić się z jej uścisku, a może tego nie chciałam, bo ona również przytrzymywała mnie. Nogi mi się trzęsły, nie mogłam ustać, a siedzenie w tym momencie było zbyt niewygodne. Za nami siedziało rodzeństwo Kaia. Gdy odwracałam się do nich, by skomentować daną akcję, uśmiechali się do mnie pokrzepiająco. I sami maskowali swoje nerwowe uśmiechy. Byłam na stadionie piłkarskim. Na finale Ligi Mistrzów, w którym występował mój prywatny chłopak. Scenariusz nie do pomyślenia jeszcze rok temu. Tyle się zmieniło. Ale na lepsze. I ja też się zmieniłam. Zacisnęłam piąstki z całej siły, gdy spostrzegłam poruszenie. Mason sprawnie podał piłkę pod nogi Kaia, a on szaleńczo pomknął do bramki. Świetnie przyjął futbolówkę i sprawnym, a przede wszystkim pewnym ruchem umieścił ją w siatce. Czterdziesta druga minuta. Chelsea wygrywała.
KAI!!! – wydarłam się na całe gardło podskakując. – Kai, Kai, Kai! – Skandowałam jego imię wraz z tysiącami kibiców. Nie mógł mnie słyszeć, nawet nie wiedział, że tutaj jestem. Ale byłam dla niego, by wspólnie celebrować ten moment, tę piękną chwilę, którą z pewnością będzie pamiętał do końca swojego życia. Zachłysnęłam się powietrzem, gdy z palców utworzył literę „M”. Ten gol był dla mnie.
Jaki on romantyczny! – westchnęła Paula i ku mojemu zdziwieniu otarła łzę z policzka. Trzepnęłam ją w głowę, bo wzruszenie odebrało mi mowę. Mój Kai. Chciałam już, aby sędzia zagwizdał po raz ostatni.
Podaj mi swoją magiczną butelkę – poprosiłam przyjaciółkę, a ona bez wahania spełniła moją prośbę. – Mam dość!
Przed nami ostatnie minuty! – stwierdziła pewnie, gdy piłkarze po przerwie wyszli na murawę. Znowu jej uwierzyłam.


    Piłkarze Manchesteru City nie chcieli poddać się bez walki. Ku mojej rozpaczy 
i przerażeniu druga połowa toczyła się pod ich dyktando. Atakowali, bo nie mieli nic do stracenia. Starali się na różne sposoby zagrozić naszej bramce, ale obrona spisywała się rewelacyjnie. Blokowała najgroźniejsze piłki oraz w odpowiednim czasie przecinała podania. Rywal najbliżej wyrównania był w końcówce spotkania. My mieliśmy okazję, by podwyższyć prowadzenie, ale piłkarz spudłował. Sędzia doliczył siedem minut.
ILE?! Czy on postradał rozum?! Nie wytrzymam! Paula, nie wytrzymam!
Ja tak samo, imbecylku! – pisnęła. Była blada jak ściana. Serce tłukło się w mojej klatce piersiowej, kolana drżały, a dłonie pociły się. Spojrzałam na murawę, na piłkarzy Chelsea toczących się ku niej, by wbiec na boisko, by celebrować wygraną…
Trzy, dwa, jeden… KONIEC!!! – krzyknęłam, gdy wybrzmiał upragniony gwizdek. Płakałam. Wszyscy rzucili się na Kaia, przewrócili go na boisko, skakali po nim, obejmowali go, całowali go. Został bohaterem. Dał Chelsea Puchar. Kai Havertz. Stadion oszalał, a my wraz z nim. Piłkarze zaczęli zbliżać się w stronę naszej trybuny. Wciągnęłam powietrze, kiedy moje spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Kaia.
Maddie! – rozpromienił się i przepchał się przez tłum. Wyciągnął do mnie ramiona, w które natychmiast wpadłam. – Jesteś tutaj!
Jestem! Boże, jestem z ciebie taka dumna, Kai! – pocałowałam go mocno. Pachniał potem i emocjami. Tej nocy był to mój ulubiony zapach. – Jesteś moim bohaterem!
I moim! – dodała Paula wieszając się na nim. Zaśmiał się głośno, a po chwili wraz z Timo tonęliśmy we wspólnym uścisku. A później z rodzeństwem Kaia. Takie momenty zostają w człowieku na zawsze.
Musimy iść, dekoracja!
I pobiegli. A ja jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w niebieskie barwy, w konfetti. A później płakałam jak dziecko, gdy medal zawisł na szyi Kaia. I gdy wybrzmiał hymn Ligi Mistrzów. I gdy Kai podniósł do góry Puchar. Pan Havertz. Moja miłość, moje szczęście, moje życie.


***

Witam!

Obiecałam sobie, że doprowadzę to opowiadanie do końca, a skoro został jeszcze jeden rozdział i epilog, to mam nadzieję, że dotrzymam tej obietnicy ^^



💙💙💙

Pozdrawiam ;*

sobota, 9 kwietnia 2022

Osiemnasty

 Londyn, 01.04.2021 r.

    Głowa spuchła mi od nadmiaru myśli. Nie wiedziałam, w który rachunek mam włożyć ręce. Ich sterta piętrzyła się na stole patrząc na mnie z wyższością. Miałam ochotę zgarnąć ją na podłogę, ale nie mogłam tego zrobić. Musiałam je pogrupować i zastanowić się, co robić dalej. Oszczędności, które skrupulatnie odkładałam zaczęły się kurczyć. Nigdy nie radziłam sobie z cholernymi cyferkami, ale wiedziałam, że nie wystarczy mi na opłacenie mieszkania… Musiałam z niego zrezygnować. Jęknęłam powstrzymując płacz. Dlaczego spotkało to akurat mnie? Rozglądałam się za pracą, ale harmonogram zajęć nie pozostawiał mi pola do popisu. Tyle walczyłam o swoje… Nie mogłam teraz rzucić studiów. Za nic w świecie. Nie mogłam również zadzwonić do rodziców i poprosić ich o pomoc, bo to wiązało się z jednym. Ponowna zmiana kierunku. Zaklęłam szpetnie pod nosem. Ciekawe, czy propozycja Kaia dalej była aktualna. Skoro zaproponował mi wspólne mieszkanie, gdy jeszcze nie byliśmy w związku… Potarłam skronie. Wstałam od stołu. Opłukałam brudny kubek. Zrobiłam sobie jeszcze jedną herbatę. Westchnęłam. Ciszę przerwał dźwięk telefonu. Serce zabiło mi mocniej, gdy zobaczyłam, kto próbuje się ze mną skontaktować.

Tak? – spytałam cicho. Drżał mi głos.
Maddie… – głos taty był przytłumiony. Czyżby mama czaiła się gdzieś w pobliżu? – Co u ciebie słychać? – Wyszeptał. Z jednej strony pragnęłam tej rozmowy. Pragnęłam wyrzucić z siebie wszystkie wątpliwości, które nagromadziły się we mnie. Chciałam podzielić się z nim moimi rozterkami i wątpliwościami, jednak nie potrafiłam się przemóc. Miałam do niego żal. Zawsze mieliśmy świetny kontakt. Może zawaliłam sprawę. Nie powiedziałam im prawdy o studiach, ale to nie był powód, by tak mnie potraktować. Nie mieli do tego prawa. Byli moimi rodzicami. Ja byłam ich jedyną córką starającą się spełnić ich oczekiwania na każdym kroku. Miałam prawo decydować o sobie, swoim życiu i swojej przyszłości. Tylko ja. Nikt inny. Byłam uparta.
W porządku – wykrztusiłam. – Po co dzwonisz? – Nie mogłam się powstrzymać.
Chciałem dowiedzieć się, jak sobie radzisz…
Znakomicie – skłamałam gładko. Nie miałam zamiaru mówić mu o swoich problemach. Zaraz dowiedziałaby się o nich mama i przyklasnęłaby z radością. Nie dam im satysfakcji. Nie dam.
Dobrze to słyszeć – odezwał się. Przez dłuższą chwilę w słuchawce panowała cisza. Czułam, że tata chce mnie o coś zapytać. Walczył ze sobą. – Maddie… – Był stremowany.
Tak?
To dość krępujące… Chciałem… Spotykasz się z kimś? – wypalił. Poruszyliśmy grząski temat. – Kiedy… Kiedy oglądałem mecz jednej z reprezentacji wydawało mi się, że mignęłaś mi przed oczami. Poszedłem tym tropem i sprawdziłem… Czy twoim chłopakiem jest piłkarz? Jesteś w związku z Kaiem Havertzem? – Dopytał. Moje serce zadudniło szybko. I mocno. Cholera jasna! Jasna cholera! Czyżby natknął się na zdjęcia, które obiegły sieć po meczu Ligi Mistrzów? Czy Kai musiał mnie pocałować na oczach tłumu?!
Tak – oznajmiłam pewnie. W końcu nie miałam się czego wstydzić.
To… To jego wina, prawda?
Słucham? – myślałam, że się przesłyszałam. – O czym ty mówisz?
To przez niego zeszłaś na złą drogę i zmieniłaś kierunek studiów? Namówił cię do tego? – moje oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. Co on najlepszego wygadywał? Kto nawciskał mu takich głupot do głowy? Czy naprawdę w tej chwili rozmawiałam ze swoim tatą?
Dość! Nie będę wysłuchiwać tych bzdur! Tato… Co w ciebie wstąpiło? Nie poznaję cię! – wybuchłam walcząc ze złością. – Kończę tę rozmowę. Niepotrzebnie się fatygowałeś. Nie musiałeś dzwonić – Rozłączyłam się. Rzuciłam telefonem o kuchenny blat. Łzy bezsilności popłynęły zanim zdołałam je powstrzymać.


Londyn, 16.04.2021 r.

    Już od ponad tygodnia mieszkałam razem z Kaiem. To była czysta abstrakcja. I cud, że jeszcze się nie pozabijaliśmy. Byliśmy mieszanką wybuchową, na każdym kroku walczyliśmy ze swoimi przyzwyczajeniami. Musiałam wpasować się w nową, otaczającą mnie rzeczywistość. Bywałam już u niego, ale to było inne… To już było poważne. Wiązała się z tym deklaracja, jakieś przyrzeczenie. Byliśmy razem. Kolekcja sportowych butów Kaia doprowadzała mnie do szału. Jego szafa była zapełniona markowymi dresami, które najchętniej wyrzuciłabym do kosza na śmieci. Sam wyglądał w nich, jakby chodził w worku. Próbował mi tłumaczyć, że to jest właśnie moda, ale nie dałam się przekonać. Jakoś nie widziałam Timo odzianego w taką tandetną odzież! Oczywiście, gdy podzieliłam się z nim moim zdaniem, obraził się na mnie i nie odzywał się do końca dnia. Kaia frustrowała wystawa moich kubków. Pytał, czy niektórych nie mogłabym zostawić w starym mieszkaniu, ale kategorycznie odmówiłam. Z każdym wiązała się jakaś historia, a ja byłam cholernie sentymentalna. Miałam nadzieję, że „przypadkowo” żadnego nie zbije! Wtedy rozbiłabym mu na głowie jedną z licznych statuetek ustawionych w salonie. Zdawał sobie z tego sprawę, dlatego na jakiś czas postanowił odpuścić. Z jego nieocenioną pomocą wynajęłam mieszkanie. Zrobiłam to z ciężkim sercem, lecz nie miałam innego wyjścia. To było ciężkie, a gdy oddawałam klucze nowym właścicielom, nie mogłam powstrzymać łez. Zdążyłam się do niego przyzwyczaić i urządzić tam przytulny kącik. Miałam nadzieję, że pewnego dnia tam wrócę. Bez długów, ale z odpowiednią ilością gotówki. Semestr kończył się za dwa miesiące. Obiecałam sobie, że zrobię wszystko, aby znaleźć pracę na wakacje, a później, na początku kolejnego roku akademickiego, ułożyć harmonogram zajęć tak, abym mogła pogodzić te dwie rzeczy. Było to dla mnie ważne. Sfrustrowana przeczesałam swoje włosy i spojrzałam na zegarek. Zaklęłam pod nosem, gdy uświadomiłam sobie, która jest godzina. Nie miałam ochoty na studenckie wyjście, ale nie mogłam odstawać od grupy. Dołączyłam do nich później, chcieli mnie poznać, dlatego zorganizowali małe spotkanie w klubie. Kai miał nietęgą minę, gdy poinformowałam go o swoich planach, ale nie mógł w nie ingerować. Zeszłam po schodach wołając swojego chłopaka.

Co… Co ty masz na sobie? – wyjąkał robiąc wielkie oczy. Posłałam mu całusa obracając się wokół własnej osi. – Chyba zwariowałaś, jeśli uznałaś, że pozwolę ci tak wyjść! – Wybuchnął lustrując moją sylwetkę wzrokiem.
Nie podoba ci się, jak wyglądam? – zmarkotniałam.
Maddie, nie podnoś mi ciśnienia przed jutrzejszym meczem! Ta sukienka jest za krótka, jak się schylisz, to każdy zobaczy twoją bieliznę! – Pieklił się.
A może… – specjalnie zwiesiłam głos. – A może nie mam pod spodem bielizny? – Spytałam zbliżając się do niego. Przełknął ślinę.
Nie igraj ze mną!
To mnie przepuść! Jestem już spóźniona! – wskazałam na zegarek. – I nie bądź zazdrosny!
Kai sprawnym i zdecydowanym ruchem przycisnął moje ciało do ściany. Jego oczy ciskały gromy. Zmiażdżył moje usta gorącym, gwałtownym pocałunkiem. Byłam pokonana i nawet nie próbowałam protestować. Jego dłonie były niecierpliwe, szybkie, a ciało rozpalone. Rozgorączkowany, natarczywie miął materiał mojej sukienki, podwijając ją do góry. Drżałam z podniecenia. Nie byłam w stanie tego opanować. Nie chciałam. Chciałam tylko jego. I jego ciała we mnie. Wyzywająco spojrzałam w jego dzikie oczy. Przygryzłam jego wargę. Zmysłowym ruchem dłoni pozbyłam się jego paska od spodni. Odpięłam guzik. Później drugi, a później trzeci. Pragnął mnie. Odsunął moją koronkową bieliznę. Zacisnęłam zęby z rozkoszy.
Kłamałaś – wydyszał.
A może chciałam cię sprowokować? – jęknęłam bliska spełnienia. – Kai!
Nie zaczynaj ze mną – mruknął wchodząc we mnie. Instynktownie objęłam udami jego umięśnioną sylwetkę. Taka była nasza definicja. Dyszeliśmy, trzymając się mocno w ramionach. Płonęliśmy. Toczyliśmy walkę, by być bliżej. Raniliśmy swoje wargi, sunęliśmy ustami po swoich ciałach. Ciaśniej. Mocniej. Szybciej. – Maddie… – Przytulił moje włosy.
Kai! – wycharczałam, gdy zobaczyłam gwiazdy przed oczami. Próbowałam unormować oddech. Na próżno. Obciągnęłam w dół swoją sukienkę, a Niemiec zapiął spodnie. – Kai…
Myślę, że teraz spokojnie możesz wyjść… Chyba nie w głowie ci inni?
Jesteś… Jesteś… – zaczęłam, ale nie umiałam dobrać odpowiednich słów. Pokręciłam głową dochodząc do siebie. Mrugnął do mnie bezczelnie. Pokazałam mu środkowy palec i wyszłam z domu. Jeśli tak miało wyglądać nasze wspólne życie… Weszłam w to. Stuprocentowo. Ze wszystkich sił. Bo dla niego było warto.


***

Witam!

Tęskniłyście? Bo ja tak! :D Naprawdę nie wiem, czym była spowodowana tak długa przerwa (no dobra, może wiem), ale mam głęboką nadzieję, że zdarzyło się to pierwszy i ostatni raz. Oby teraz poszło z górki ^^





Pozdrawiam ;*

niedziela, 12 września 2021

Siedemnasty

 Niemcy, Aachen, 22.03.2021 r.


    Byłam dziewczyną Kaia Havertza. Mimo że mogłam nazywać się tym mianem od zaledwie paru sekund, nie potrafiło to do mnie dotrzeć. Wydawało się to być czystą abstrakcją. Kiedy zakochiwałam się w nim powoli i systematycznie, nie przypuszczałam, że ten arogancki palant kiedykolwiek odwzajemni moje uczucia. Stało się jednak inaczej. Ten człowiek zaskakiwał mnie na każdym kroku. Tak jak przed chwilą. W jego obecności czułam się lepiej, sprawiał, że problemy znikały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jeszcze wiele musieliśmy się o sobie nauczyć, ale zdecydowanie byliśmy na dobrej drodze, by to uczynić.
Zaskoczyłem cię, prawda? – zapytał czule złączając nasze dłonie.
Prawda – potwierdziłam schrypniętym od emocji głosem. Cała się trzęsłam.
Cały ja – bezczelnie wyszczerzył swoje białe zęby w uśmiechu. Trąciłam go w bok. On sobie żartował, a ja przeżywałam tortury na samą myśl o poznaniu jego rodziców! Z każdym kolejnym krokiem byliśmy coraz bliżej jego rodzinnego domu. Serce chciało wyskoczyć mi z piersi. Nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji. Kai powinien mnie wesprzeć, a nie chichotać pod nosem jak wariat. Przewróciłam oczami. Już zdążył mnie zirytować! – Związek ze mną będzie ciężką przeprawą – Oznajmił przepuszczając mnie przodem.
Wiem o tym! Mogłam poważniej zastanowić się nad odpowiedzią, zanim pochopnie się zgodziłam – wytknęłam mu język. – Ale nie martw się. Życie ze mną również nie będzie usłane różami! – Odgryzłam się.
Zachowaj ten cięty języczek na później. Zdaję sobie sprawę, że ma ogromny potencjał, ale teraz nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę – powiedział. Że co?!
Jeśli myślisz, że będę uprawiała z tobą seks w twoim rodzinnym domu, to jesteśw błędzie! – krzyknęłam. Zbyt głośno, jak się okazało w kolejnej sekundzie. Drzwi stanęły przed nami otworem. Ujrzałam rozbawione oblicza rodziców Niemca. Rumieńce zapiekły mnie na policzkach. Miałam ochotę zawrócić i pobiec, jak najdalej stąd. Nie zrobiłam dobrego pierwszego wrażenia, to pewne. Kai pod naciskiem mojego spojrzenia przestał się śmiać.
Mamo, tato, już jesteśmy! – powiedział rozpromieniony. Przełknęłam ślinę. Było mi na przemian gorąco i zimno. Przed wyjazdem powinnam zapytać Pauli, czy ona zrobiła dobre wrażenie na rodzicach Timo. Podskórnie wyczuwałam odpowiedź, jednak teraz przydałoby mi się jej nieocenione wsparcie.
Widzimy i słyszymy – tata Kaia posłał mi perskie oko. Skompromitowana spuściłam głowę.
Richard, nie zawstydzaj tej biednej dziewczyny! – mama Niemca, ku mojej olbrzymiej uldze pospieszyła mi na ratunek. Ciepło mnie objęła. Kamienie ciążące na moim sercu automatycznie zniknęły. Cały niepokój ulotnił się w siną dal. – Nie stójmy tak w progu, bo obiad wystygnie. Chyba że Lea i Jan zdążyli go już zjeść – Zabawnie pokręciła głową zapraszając nas do środka.
Mówiłem ci, że wszystko będzie dobrze – szepnął Kai zamykając za nami drzwi.
Jeszcze się z tobą policzę! – syknęłam.
Liczę na to – wychrypiał. Ugięły się pode mną kolana, ale nie dałam tego po sobie poznać. Musiałam utemperować jego zapędy. Uderzyłam go w tył głowy, zanim zdążył zareagować i weszłam do salonu, gdzie przywitałam się ze starszym rodzeństwem Kaia. Czułam, że wszystko będzie dobrze.


    Przygotowany przez mamę Kaia obiad przebiegł w spokojnej atmosferze. Niemiec delikatnie ściskał pod stołem moją dłoń, za co byłam mu wdzięczna. Mógł się zgrywać 
i żartować, ale widziałam, że on również był zdenerwowany. Nie okazywał tego ze względu na mnie. Mógł udawać, że było inaczej, ale i tak wiedziałam swoje. Chciał, aby jego rodzina mnie zaakceptowała i polubiła, co wiązało się z tym, że byłam dla niego ważna. Czasami nie potrafiłam go rozgryźć. Momentami skrywał swoje uczucia pod maską obojętności, ale mi udało się pod nią zajrzeć i ją przebić. Ten człowiek był zmienny jak pogoda, ale dzięki temu nie miałam prawa się nudzić. Odkrywanie go warstwa po warstwie było fascynujące. Podczas obiadu Lea i Jan dokuczali swojemu bratu, co doprowadzało mnie do łez. Wyciągnęli na wierzch kompromitujące wydarzenia z jego dzieciństwa, co bardzo przypadło mi do gustu. Kaiowi nieszczególnie. Siedział obrażony z naburmuszonymi policzkami. Wyglądał uroczo.
Maddie, Kai wspominał, że zmieniłaś kierunek studiów… Bardzo pochwalam twoją decyzję! – tata mojego chłopaka wciągnął mnie do rozmowy. Serce ścisnęło mi się z żalu. Teoretycznie obcy dla mnie ludzie potrafili docenić i uszanować moją decyzję. To moi rodzice powinni byli to zrobić. Zamiast tego doświadczyłam od nich okropnych i nieprawdziwych słów. Nie tak to miało wyglądać.
Dziękuję – odparłam popijając kawę. – Ekonomia zdecydowanie nie była dla mnie. Za to kryminologia… Właśnie tam czuję, że żyję! – Zaśmiałam się.
Jako policjant doskonale to rozumiem! – dumnie wypiął pierś do przodu, a ja zakrztusiłam się gorącym napojem.
Kai! – pisnęłam. – Nie wspominałeś o tym, że twój tata jest policjantem! – Oburzyłam się.
Chciałem, abyś sama to odkryła – nonszalancko wzruszył ramionami. – Macie ze sobą coś wspólnego!
Och, zdecydowanie – podchwycił pan Richard. – Awansowałaś na moją ulubioną synową. Jak na razie jedyną – Puścił mi oczko. Odchrząknęłam zakłopotana. – Także mamy tutaj w domu prawdziwy armagedon. Jeśli wpakuję się w jakieś kłopoty w pracy, zawsze mogę liczyć na pomoc swojej nieocenionej żony – Posłał jej całusa. Spojrzałam na małżeństwo pytającym wzrokiem. Z odpowiedzią pospieszył mi Jan.
Mama jest prawnikiem – wyjaśnił. Parsknęłam śmiechem.
To wiele wyjaśnia! – powiedziałam rozbawiona.
Porywam Maddie na górę! – oznajmił Kai. – Jesteśmy zmęczeni po podróży, a jutro chcę jej pokazać wiele rzeczy przez wyjazdem na mecz… – Zaczął się tłumaczyć.
Tylko pamiętajcie, że w tym domu ściany mają uszy!


Niemcy, Aachen, 24.03.2021 r.


    Kai poważnie wziął sobie moje słowa do serca. Spędziliśmy urocze przedpołudnie wędrując urokliwymi uliczkami jego rodzinnego miasteczka. Wiązało się z nim mnóstwo historii, które chętnie mi opowiadał. Biła od niego prawdziwa radość i cieszył się, że może podzielić ze mną swoim dzieciństwem oraz wspomnieniami. Dzięki temu był bliżej mnie. Również pragnęłam zaprosić go do Dover, by poznał mnie od innej strony, ale najpierw musiałam unormować sprawy z rodzicami. A to niestety nie było takie proste. Nie odzywali się do mnie odkąd wyszli z mojego mieszkania po niezaakceptowaniu mojej decyzji. Czułam się tak, jakbym była przez nich karana. Było mi przykro, ale nie zamierzałam wyciągnąć ręki na zgodę. To ja nie zawiniłam i prędzej, czy później powinni zdać sobie 
z tego sprawę. Ja nie miałam zamiaru ułatwiać im tego zadania. Nie i koniec. Nie bez powodu przylgnęła do mnie łatka Osiołka. Byłam uparta. Nic nie mogło tego zmienić. Westchnęłam, czując jak Kai zwalnia. Narzucił szybkie tempo, jakby chciał pokazać mi wszystko w jeden dzień. Na tyle ile zdążyłam go poznać, czułam, że tak właśnie może być. Dziękowałam w duchu, że wyrobiłam sobie kondycję. Kai odegrał w tym znaczącą rolę, ale w tym momencie nie chciałam o tym wspominać. W nocy walczyłam ze sobą, było mi cholernie trudno powstrzymać Kaia. Oczywiście przegrałam naszą małą wojnę. Z całych sił starałam się być cicho. Miałam nadzieję, że to poskutkowało, bo rano nikt nie rzucał w naszą stronę dwuznacznymi aluzjami.
Jesteśmy! – krzyknął rozpromieniony. Uśmiechnęłam się szeroko na widok logo jego pierwszego klubu. Alemannia Mariadorf. – To właśnie tutaj dziadek zapisał mnie w wieku czterech lat… – Zaczął. W zdziwieniu zmarszczyłam brwi. Nie przypuszczałam, że piłkarze swoją przygodę z futbolem zaczynali już w tym wieku. Kai zauważył moją konsternację. – Normalnie przyjmują chłopców w wieku od sześciu lat, ale dla mnie zrobiono wyjątek. Byłem najmniejszy z nich wszystkich, ale miałem największe pojęcie o piłce. Właśnie dzięki dziadkowi, który kiedyś też był piłkarzem. Nauczył mnie wszystkiego i pozwalał strzelać do krasnali ogrodowych – Parsknął śmiechem. Słuchałam go w skupieniu. Bardzo ważne było dla mnie to, aby poznać go jak najlepiej. By zrozumieć, co nim kierowało, gdy zdecydował, że chce być profesjonalnym piłkarzem.
To musiało wiele dla ciebie znaczyć – zauważyłam przyglądając mu się uważnie.
I znaczyło – potwierdził uśmiechając się szeroko. Złapał mnie za rękę. – Później grałem w akademii, a w wieku jedenastu lat opuściłem Aachen, na rzecz oddalonego o godzinę drogi Leverkusen. Zamieszkałem tam z zaprzyjaźnioną rodziną, jednak tęskniłem za domem…
Kai… Jak bardzo było ci ciężko? – zapytałam. – Byłeś w końcu małym chłopcem! Zdecydowałeś się na takie poświęcenie w tak młodym wieku… Ja bym tak nie potrafiła.
Na początku nie mogłem się przystosować, ale z czasem było łatwiej. Codziennie rozmawiałem z rodzicami i rodzeństwem. Ich wsparcie było zbawienne. Dziadek zagrzewał mnie do walki, a babcia… – umilkł w pół słowa. – Widziałaś w moim mieszkaniu fortepian, prawda? Wiem, że byłaś zdziwiona tym, gdy Sophia powiedziała, żebym coś zagrał…
Raczej zirytowana – machnęłam ręką. – Byłam zła, że wie o tobie więcej. Że wie, że to było dla ciebie istotne. Że ja nie miałam pojęcia, o co chodzi – Uściśliłam. Wychodziłam na zazdrosną dziewczynę, ale miałam to gdzieś.
Kiedy spędzałem czas u babci, lubiłem się zrelaksować grając na fortepianie. Zawsze mnie to fascynowało! Julian pobierał lekcje gry na gitarze, więc stwierdziłem, że i mi przyda się coś, co pozwoli mi choć na chwilę oderwać myśli od futbolu. Dzięki temu rozwinąłem swoje umiejętności… Obiecuję, że kiedyś zagram dla ciebie – pocałował mnie w policzek. Czułam się o wiele lepiej. Cieszyłam się, że w końcu odkryłam jego małą tajemnicę. Moja ciekawość została zaspokojona.
Kai…
Tak?
Dziękuję, że mnie tutaj zabrałeś i dopuściłeś mnie do siebie – wykrztusiłam. Pobyt w jego rodzinnym mieście pozwolił mi na wiele. Wróciłam pamięcią do rozstawionych w domu fotografii. Kai od małego miał bezczelny błysk w oku i arogancki, zadziorny uśmiech. Był rozkoszny, ale doskonale wiedział, czego chce.
To dopiero początek naszej drogi, Maddie. Chciałem się tym z tobą podzielić, bo to ważne dla mnie. Tak jak ty – doprecyzował. Wtuliłam się w niego z całych sił. Nic więcej nie potrzebowałam.


Niemcy, Duisburg, 25.03.2021 r.


    Gdyby mój tata dowiedział się, że pierwszym obejrzanym przeze mnie meczem reprezentacji narodowej na żywo był mecz reprezentacji Niemiec, padłabym trupem, zanim zdążyłabym wyjaśnić swoje pobudki. Niejednokrotnie próbował przekonać mnie, abym wybrała się z nim na Wembley, by wspierać Synów Albionu. Zawsze odmawiałam, tłumacząc się tym, że zanudziłabym się na śmierć. Moje nastawienie uległo jednak zmianie, o czym nie mógł wiedzieć, skoro ze mną nie rozmawiał i nie przejawiał zainteresowania tym, co dzieje się w moim życiu. Moje relacje z nim układały się znacznie lepiej niż z mamą i byłam na niego zła. Mógł nie zgadzać się, co do podjętej przeze mnie decyzji, ale powinien uczestniczyć w tym, przez co teraz przechodzę. Zacisnęłam zęby odganiając nieprzyjemne myśli. Brakowało mi naszych rozmów. Tęskniłam za nim i jego kiepskimi żartami, którymi zawsze próbował poprawić mi humor, gdy widział, że coś było nie tak. Do tej pory zawsze mogłam liczyć na jego wsparcie i przede wszystkim na niego samego. Wszystko się zmieniło. Podejrzewałam, że za sprawą mamy, która miała na niego znaczący wpływ. Może jednak powinnam schować dumę do kieszeni i spróbować się z nim skontaktować? Był 
w końcu moim tatą, pierwszym bohaterem, który opatrywał mi kolana i pierwszym księciem z bajki. Przeklęłam się w myślach za pojawiające się w moich oczach łzy. Całą swoją uwagę skupiłam na meczu. Eliminacje do przyszłorocznych Mistrzostw Świata były dla całej drużyny bardzo ważne. Chciałam wesprzeć Kaia wbiegającego na boisko w pierwszej jedenastce oraz Timo siedzącego na ławce. Obiecałam to Pauli, która teraz z pewnością odchodziła od zmysłów znajdując ukojenie w ciepłej sierści naszych pupili. Albo w alkoholu. Nie wiedziałam nic na temat Islandii, dzisiejszego przeciwnika. Pragnęłam jedynie zwycięstwa. Niemcy bardzo szybko wyszli na prowadzenie. Otworzyli wynik już w trzeciej minucie. Nie zdążyłam ochłonąć, kiedy na listę strzelców wpisał się Kai. Piszczałam jak szalona dopingując go. Z dumą nosiłam jego koszulkę. Siedziałam z innymi kibicami, nie chciałam zostać wystawiona na pożarcie bez Pauli obok. Zdzierałam gardło czując przepływającą przez moje ciało euforię. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 3:0. Kai opuścił boisko pod koniec drugiej połowy, Timo zdążył się zameldować na nieco ponad więcej niż dziesięć minut. Kolejne spotkanie reprezentacja Niemiec miała rozegrać z Rumunią, ale miałam je obejrzeć już w Londynie. Z Paulą. I Baloo.


***

Witam!

Wiem, że dawno mnie tutaj nie było, ale po LGP w Wiśle moje myśli przybrały nieco inny tor i skupiłam uwagę na kimś innym 😂 Także... Bliżej nowego sezonu zimowego możecie spodziewać się skocznej historii 😏



Pozdrawiam ;*

piątek, 11 czerwca 2021

Szesnasty

 Londyn, 08.03.2021 r.


    W nowy tydzień weszłam pełna wiary i optymizmu. Czułam się bezgranicznie beztroska i nic nie mogło odebrać mi mojego szczęścia. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, oczy promieniowały niezdrowym blaskiem. W stanie euforii mogłabym przenosić góry, gdyby zaszła taka potrzeba. Byłam absolutnie i niepoprawnie zakochana, a to uczucie spowodowało, że unosiłam się nad ziemią. Nigdy wcześniej nic podobnego nie czułam. Szkolne zauroczenia ginęły w odmętach przy tym, co wypełniało mnie teraz. Serce skakało mi w piersi, gdy tylko widziałam Kaia, miałam ochotę tańczyć i śpiewać na ulicach mokrego i brzydkiego w tym okresie Londynu. Byłam odmieniona i polubiłam tę zmianę. Kai był przyczyną wszystkiego. Jeszcze rok temu nie miałam pojęcia o jego istnieniu, przygotowywałam się do studiów spełniając marzenia rodziców. Pół roku temu… Pół roku temu po raz pierwszy poczułam, co to znaczy żyć, ale tak prawdziwie. Poznanie Niemca okazało się najlepszym, co mogło mi się przytrafić. Mała wojna, którą zaczęliśmy ze sobą toczyć od początku naszej znajomości podsycała w nas ogień. Mogliśmy się kłócić, mogliśmy na siebie wrzeszczeć… Taki był urok naszej relacji. Godziliśmy się, by zaraz znów zacząć skakać sobie do oczu. Zakopywaliśmy topór, by za chwilę znów go odkopać. Różniliśmy się, a jednocześnie nasze charaktery ze sobą współgrały. Oboje byliśmy uparci 
i za wszelką cenę staraliśmy się postawić na swoim. Przyznanie racji drugiej osobie nie było w naszym stylu. Z każdym kolejnym dniem poznawaliśmy się coraz lepiej, odkrywaliśmy nowe rejony, zaznajamialiśmy się z tym, co wcześniej było dla nas obce. Ja poznałam jego świat. Świat pełen meczów, treningów i przepoconych koszulek. On poznał mój. Dopuściłam go do siebie. Odkryłam się przed nim, pokazałam swoje prawdziwe ja. Zaufałam mu, pozwoliłam otoczyć się opieką, gdy najbardziej jej potrzebowałam. Wyjawiłam mu swoje pragnienia i spełniłam je, a on się do tego przyczynił. Krążyliśmy wokół siebie, niepewni uczuć drugiej osoby. Wysyłaliśmy sobie mylne sygnały, myliliśmy drogi, rozchodziliśmy się i wpadaliśmy w swoje stęsknione ramiona. To wszystko było po coś. Uświadomiliśmy sobie, że udawanie nam nie wychodzi. Do głosu doszły uczucia, o których wiedziały bliskie nam osoby. Otworzyli nam oczy, byśmy wspólnie dostrzegli to, co oczywiste. Siebie. I to było najpiękniejsze.
Ziemia do Maddie! – Paula wyrosła przede mną spod ziemi. Złapałam się za klatkę piersiową i posłałam jej oburzone spojrzenie.
Chcesz mnie zabić?! – wyjąkałam poprawiając torebkę.
Mojego imbecylka? – zrobiła niewinną minę. – Nigdy! – Przyrzekła. – Za ile zaczynasz zajęcia?
Za godzinę – odpowiedziałam wpatrując się w znajomy gmach South Bank University. Te mury były inne. Bardziej przyjazne. I to w nich czułam się, jak w domu. Poczułam przyjemne wibracje i mrowienie rozchodzące się po całym ciele.
To… Co ty tutaj robisz? – Paula spojrzała na mnie z konsternacją.
Chciałam powtórzyć materiał do kolokwium… – zaczęłam.
Daj spokój! – żachnęła się. – Jestem przekonana, że wykułaś materiał na blachę. Zabieram cię na kawę i nie przyjmuję odmowy! Mamy do omówienia wiele ważnych spraw – Podkreśliła sugestywnie poruszając brwiami.
Paula… – podjęłam próbę. Wiedziałam, że byłam na straconej pozycji, ale nie zamierzałam odpuszczać. – To naprawdę ważne!
Kolokwium to drugorzędna sprawa! Ty i Kai! Razem! W związku! To temat, który należy wziąć na tapet! – tupnęła nogą i pociągnęła mnie na drugą stronę ulicy. Ugięłam się. Blondynka również była cholernie uparta, co pokazała nie raz, nie dwa. Z frustracją przekroczyłam próg kawiarenki usytuowanej na rogu. Zapach kawy podziałał na mnie, jak narkotyk. Zamówiłam karmelowe Cappuccino, a Paula mocną, czarną. Usiadłyśmy z boku, z dala od innych osób, by nikt nam nie przeszkadzał. Patrzyłyśmy na deszczową stolicę Anglii. – Zacznę od tego, że nie umiem rozgryźć Sophii!
Co masz na myśli? – zmarszczyłam czoło. Zjeżyłam się na samą myśl o niej.
Kiedy taktownie wyprosiłaś ją z mieszkania Kaia, przyszła do nas. Była zła i naburmuszona. Wypytałam ją, o co chodzi. Powiedziała mi o waszym małym zajściu. Zarzekała się, że nie jest zazdrosna o Kaia, ale myślała, że zabawi u niego troszkę dłużej. Tymczasem wy znów postanowiliście nie wychodzić z łóżka, więc…
Rozmawialiśmy – wtrąciłam szybko. – Dużo rozmawialiśmy.
O tym, jaką pozycję wypróbować w danym momencie? – parsknęła śmiechem. Zakrztusiłam się kawą. – Mam zapytać, czy czymś innym też się tak krztusiłaś, czy przeszło gładko? – Zapytała puszczając mi perskie oko.
Paula!!! Jesteś chora! – pisnęłam czując rumieńce.
Wiesz… Zawsze uważałam, że Kai ma niebywale długie palce. Czy… Odpowiednio je wykorzystuje? – posłała mi całusa.
Nic ci nie powiem – ucięłam. – Nic a nic! – Dlaczego zeszłyśmy na ten temat? Mówiłyśmy o Sophii!
Ona pewnie też orientuje się w tej kwestii… – przyjaciółka umilkła spostrzegłszy moją minę. – Dobrze, nie dokończę tego – Skapitulowała. – Lubię ją i wydaje mi się, że nie chce pchać się pomiędzy was… Nie ma co zamartwiać się na zapas, prawda?
Prawda. To ze mną Kai jest w związku – dumna wyszczerzyłam zęby. Dopiłam kawę czekając na Paulę. Blondynka odprowadziła mnie pod budynek uniwersytetu rozczulając się nade mną i Niemcem. Popukałam ją w czoło i zniknęłam w pomieszczeniu. Zajęłam miejsce w sali wykładowej, a później na nowo pochłonęła mnie dyskusja o seryjnych mordercach. Byłam spełniona.


Londyn, Stamford Bridge, 17.03.2021 r.


    Utonęłam w świecie piłki nożnej. Całkowicie pochłonął mnie ten temat. Każdą wolą chwilę przeznaczałam na zapoznanie się z piłkarskim żargonem, ogarnięcie zasad 
i zajmowanych na boisku pozycji. Czasami oglądałam mecze z tatą, ale wtedy nie przywiązywałam do tego większej wagi. Wszystko uległo zmianie, gdy w moim życiu zawitał Kai. Paula ciągała mnie na mecze, a ja musiałam przyznać, że podobało mi się to widowisko. Będąc wśród innych sympatyków nie czułam się obco. Czułam, że ich rozumiem. Wkręciłam się w te emocje, krzyczałam ile sił w płucach, dopingowałam i wymachiwałam flagą, którą dostałam w prezencie od Timo. Z dumą nosiłam koszulkę Kaia. Już nie po to, by zrobić mu na złość. Teraz była to czysta przyjemność.
Ten rewanż powinien być formalnością, prawda?! – Paula złapała mnie za ramię.
Mam taką nadzieję! – odkrzyknęłam. – W pierwszym meczu to my byliśmy zdecydowanie lepsi, co pokazał wynik!
Uwielbiam twój zapał i zaangażowanie! – cmoknęła mnie w policzek. Zaśmiałam się głośno, choć nerwy dawały o sobie znać. Liga Mistrzów była zdecydowanie innym kalibrem. Byłam podekscytowana i równocześnie przerażona. Atletico było mocnym przeciwnikiem, jednak wierzyłam, że to Chelsea awansuje do ćwierćfinału tych prestiżowych rozgrywek. Spotkanie od pierwszego gwizdka sędziego było ciekawe. Rywale chcąc jak najszybciej odrobić starty ruszyli na naszą bramkę, jednak obrona robiła swoje. Zaciskałam kciuki i przygryzałam wargi. Chelsea miała przewagę w prowadzeniu piłki, jednak piłkarzom nie udawało się zdobyć gola. Tempo było cholernie szybkie. Na dziewięć minut przed końcem pierwszej połowy ożywiłam się. Kai wypuścił Timo, a ten posłał przepiękną asystę do Hakima. Objęliśmy zasłużone prowadzenie. – Timo, Timo, Timo! – Paula przyłączyła się do wiwatów.
To nie on strzelił gola!
Ale asystował!
Ale akcja zaczęła się od Kaia!
Kai, Kai, Kai! – krzyknęła. – Lepiej ci? – Uśmiechnęła się szeroko.
Odrobinę – przyznałam.
W drugiej połowie Niebiescy skrupulatnie realizowali swój plan. Wszyscy byli skoncentrowani i czuli, że są w stanie osiągnąć coś wielkiego. Mądrze posyłali piłkę między sobą. Piłkarze Atletico gubili się, pogrążyli się w chaosie. W doliczonym czasie gry, wynik spotkania podwyższył zawodnik, który dopiero co wszedł z ławki rezerwowych. Oszalałam wraz z Paulą, piłkarzami na boisku oraz tymi, którzy dziś nie mogli zagrać. Końcowy gwizdek sędziego był wybawieniem.
Chelsea, Chelsea, Chelsea! – zaczęła Paula. Dołączyłam do niej schodząc na dół. Dobiegłam do Kaia i zarzuciłam mu ręce na szyję.
Byłeś wspaniały! – wykrzyknęłam rozpromieniona. – Naprawdę!
Dziękuję – wychrypiał, a potem zrobił coś, o co bym go nie podejrzewała. Objął mnie mocno, a następnie gwałtownie pocałował. Na oczach wszystkich. Czułam wycelowane w nas kamery, ale zbagatelizowałam to. Z pasją oddałam pocałunek. To był nasz moment. – Maddie… Wiesz, że lada dzień zaczyna się przerwa reprezentacyjna? – Zapytał.
Tak – zmarkotniałam.
Pojedź ze mną do Niemiec – powiedział. Zamrugałam powiekami. – Do mojego miasta, do mojego domu. Pojedź ze mną – Poprosił.
Ale Kai… Jak to sobie wyobrażasz? Mam studia i… I… – walczyłam ze sobą. Chciałam tego.
Możesz wziąć sobie tydzień wolnego, sprawdziłem to – oznajmił. Zaskoczył mnie po raz kolejny w przeciągu paru minut. – Maddie?
Pojadę z tobą do Niemiec, Kai – obiecałam. Kolejny, długi pocałunek był nagrodą.


Niemcy, Aachen, 22.03.2021 r.


    Nigdy nie byłam za granicą. Przyznałam się do tego Kaiowi podczas jednej z naszych długich rozmów. Jeśli był zaskoczony, nie dał tego po sobie poznać. Wziął sobie jednak do serca moje słowa i postanowił spełnić to marzenie. Nie przypuszczałam, że wybierze akurat swoją ojczyznę i rodzinny dom, ale od czegoś trzeba było zacząć. Byłam śmiertelnie przerażona na myśl o spotkaniu rodziców Kaia. Wiedziałam, że miałam już okazję ich poznać, jednak wtedy okoliczności nie były sprzyjające. Przyłapali nas i czułam, że doskonale zdawali sobie sprawę, z tego co robiliśmy, zanim Niemiec otworzył im drzwi. Miałam nadzieję, że nie uprzedzili się do mnie. Havertz zapewniał mnie, że mnie polubili, ale wolałam przekonać się o tym na własnej skórze.
Jak bardzo się denerwujesz? – zapytał, gdy przemierzaliśmy przez miasto. Aachen było znacznie cichsze od Londynu. Ludzie się nie spieszyli, każdy miał tutaj czas na pogawędkę, bądź pozdrowienie turystów. Kai zabawił się w przewodnika, z czego ogromnie się ucieszyłam. Jego rodzinne miasto było miastem uzdrowiskowym oraz specjalizowało się w produkcji czekolady. Miałam wrażenie, że Kai odżył. Był rozpromieniony, nie zamykały mu się usta. Chciał mi dogłębnie pokazać, gdzie sięgają jego korzenie, pragnął, bym zapamiętała każdy szczegół i jak najmniejszy detal. Uwielbiałam to.
Aż za – odparłam. – Ale… Może nie będzie źle – Próbowałam się do tego przekonać.
Maddie, moi rodzice i rodzeństwo cię pokochają! – zapewnił mnie i złączył nasze dłonie. To była nowość w naszej relacji, ale dzięki temu drobnemu gestowi, ludzie wiedzieli, że jesteśmy razem. Zgrupowanie reprezentacji miało rozpocząć się za kilka dni. Mecze eliminacyjne do Mistrzostw Świata wiele dla niego znaczyły. Chciał dać z siebie wszystko, aby udowodnić swoją wartość. – Powinni już wrócić, więc powoli możemy wracać – Powiedział. Zakręciliśmy. Kai obiecał mi, że jutro pokaże mi swoje pierwsze boisko oraz pierwszy klub. Na samą myśl czułam ekscytację. Dzięki tym informacjom byłam jeszcze bliżej niego. – Zanim jednak wejdziemy w paszczę lwa, chcę żebyś kogoś poznała – Oznajmił nieśmiało. Spojrzałam na niego zdziwiona. Elementy układanki szybko wskoczyły na właściwe miejsce. Słowa Pauli odbiły się echem w mojej głowie.
Osiołki?! – pisnęłam podekscytowana.
Tak, Osiołku – parsknął śmiechem. Dałam mu kuksańca w żebra i pozwoliłam się prowadzić. Wiedziałam, że Kai kocha zwierzęta, ale byłam zaintrygowana jego miłością właśnie do osłów. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Cieszyłam się, że w końcu opowie mi ich historię. Nagle zatęskniłam za Baloo. Został w Anglii pod opieką Pauli. Blondynka miała ręce pełne roboty przy nim oraz przy psie swoim i Timo. Mimo to dawała sobie radę. – Jesteśmy – Otworzył bramę i przepuścił mnie przodem. Jego rodzinny dom zamajaczył w oddali. Szliśmy w ciszy, którą po chwili przerwało radosne ryczenie. Szeroki uśmiech ozdobił przystojną twarz Kaia. Podążyłam za nim. Niemiec wyciągnął rękę i przywitał się ze swoimi czterema, uroczymi pupilami. Byłam oczarowana. – Podejdź, nie bój się – Zachęcił mnie. Zrobiłam krok w przód i niepewnie je pogłaskałam. Wyraziły swoją aprobatę. – To jest Toni, to Max, Hope i Jackie – Wyliczył.
Słodkie imiona – przyznałam obserwując. – Kai… Jak to w ogóle się zaczęło? – Spytałam siadając na trawie. Niemiec usiadł obok mnie, nie spuszczając wzroku ze swoich pupili. Jeden z nich wtulił głowę w jego ramię. Nie mogąc się powstrzymać, wyciągnęłam z kieszeni telefon i zrobiłam im zdjęcie, które automatycznie stało się moją nową tapetą.
Nie do końca potrafię to wyjaśnić, ale osły od zawsze były moimi ulubionymi zwierzakami – zaczął. – Marzyłem o nich, odkąd sięgam pamięcią i nie spodziewałem się, że pewnego dnia to marzenie się spełni. Rodzicie znali to pragnienie i sprawili mi niespodziankę na urodziny. Dostałem od nich prawo własności do dwóch osiołków – Mówił. Słuchałam go z niezwykłą ciekawością. Od tej strony jeszcze go nie znałam. – Potem przyszedł do nas kolejny, którego uratowaliśmy z rzeźni. Na końcu dołączyła Hope – Zaśmiał się. – Zawsze czuję się za nie odpowiedzialny i dbam o nie. Kocham spędzać z nimi czas. Jak na razie jestem początkujący w tym temacie, ale nie ukrywam, że chcę poszerzyć swoją wiedzę. Chcę im pomagać, by nie skończyły zaszlachtowane – Dokończył.
Kai… To wspaniałe z twojej, z waszej strony, naprawdę! Nie każdy by się na to zdobył. Widzę, jakie to dla ciebie ważne – odezwałam się. – Tak wielu rzeczy jeszcze o tobie nie wiem… – Westchnęłam.
Pamiętasz… Kiedyś wspomniałem, że jeszcze nie jednym cię zaskoczę… Osiołku – szepnął.
Właściwie to… Dlaczego mnie tak nazywasz? – zagryzłam wargę. – Kiedy Paula się o tym dowiedziała, wyznała mi, że kochasz te zwierzaki. Nie potrafiłam zrozumieć, czemu zwracasz się tak do mnie, skoro na początku się nie lubiliśmy…
Bo byłaś i jesteś uparta jak one! Poza tym jesteś urocza i rozkoszna. I ważna dla mnie – oznajmił dobitnie. Wzruszona pociągnęłam nosem. – Maddie… W zasadzie nigdy cię o to nie zapytałem… Czy oficjalnie zostaniesz moją dziewczyną?
Zostanę – zapewniłam i złączyłam nasze usta w pocałunku. Wyrażał więcej niż słowa. Włożyliśmy w niego siłę, która nas scementowała.


***

Witam!

Są i osiołki! ^^ 

Zum Geburtstag Viel Glück, Kai!!! 💙

Więcej pięknych chwil, takich jak ta!





Pozdrawiam ;*

niedziela, 9 maja 2021

Piętnasty

 Londyn, 02.03.2021 r.


    Obudziłam się gwałtownie pod wpływem przyjemnego i pobudzającego mnie dotyku. Okno w mojej sypialni było szczelnie zamknięte, jednak przeszedł mnie dreszcz. Przeciągnęłam się leniwie i odwróciłam głowę. Kai wpatrywał się we mnie spod lekko przymrużonych powiek. Długie rzęsy kładły się cieniem na jego policzku, a wyraziste, zaczepnie uniesione brwi okalały jego twarz. Nie potrzebowałam więcej, by całkowicie się rozbudzić. Byłam obolała, ale z ochotą powtórzyłabym wczorajszą noc. Niemiec nie tracił sił, doprowadził mnie na skraj rozkoszy, ekscytując się, gdy szeptałam jego imię i prosiłam o więcej. Nie mogłam wyplątać się z sideł, które na mnie zarzucił. I nie chciałam. Pragnęłam w nich trwać, delektować się, unosić się na wyżyny. Tylko Kai mógł doprowadzić mnie do takiego stanu. Uzależnił mnie od siebie. Ciągle chciałam czuć jego ciało, chciałam go dotykać, całować, poznawać, zatracać się w nim. Chciałam przez przeszkód móc zrzucić z niego ubranie w każdej chwili, dać się ponieść szaleństwu 
i namiętności, która nas połączyła. Nie było już odwrotu. Nie było już ratunku. Sprawy zaszły zdecydowanie za daleko.
Jak się spało? – spytał miękko, lekko schrypniętym głosem.
A jak ci się wydaje? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie. – Wykończyłeś mnie! Chyba nawet bardziej niż za pierwszym razem! – Udałam oburzenie.
W nocy nie narzekałaś – mrugnął do mnie i zlustrował wzrokiem moje nagie ciało. Nie zarumieniłam się. Po takich ekscesach nie mogłabym. – Maddie… – Zaczął i przybliżył się do mnie.
Tak? – wstrzymałam oddech.
Nie mogę się tobą nasycić – westchnął cierpiętniczo.
Więc zrób coś z tym – zagryzłam wargę czekając na jego ruch. Błysk w jego oczach mówił wszystko. Wyrażał więcej niż słowa i gesty. Nie poznawałam samej siebie. Kai mnie odmienił. Nie umiałam stwierdzić, czy na lepsze, czy gorsze, ale podobała mi się ta zmiana. Za nic w świecie nie cofnęłabym czasu. Teraz nie wyobrażałam sobie dalszej egzystencji bez Kaia u swego boku. Ta myśl mnie przeraziła. Havertz ulokował swoje ciało pomiędzy moimi kolanami i zastygł w bezruchu. Głośny i rozchodzący się echem dzwonek do drzwi uniemożliwił nasze zapędy.
Chciałem zaserwować ci poranek pełen wrażeń – wycharczał i pogładził moje udo. Cała płonęłam.
Musimy się wstrzymać – z bólem serca wyswobodziłam się z jego uścisku. Wstałam z łóżka szukając czegoś do ubrania. Nie było to łatwe. Elementy naszej garderoby wyżłobiły ścieżkę od korytarza do sypialni. Nie miałam czasu na wstyd. Dzwonek nie ustawał, więc z niechęcią sięgnęłam dłonią do klamki. Kiedy drzwi stanęły otworem ujrzałam przed sobą trzy oblicza. Roześmianego Timo, chichrającego Juliana i zdumioną Paulę, która ciskała we mnie gromy. Nie była wściekła, bo zdradziły ją błyszczące oczy.
Mam tutaj twoje rzeczy – wycedziła wskazując na moją torebkę. – Kiedy wczoraj rzekomo wychodziłaś do łazienki nie okazałam zdziwienia, że wzięłaś kurtkę zamiast niej – Wykrzywiła się, a Julian parsknął głośnym śmiechem. – Jesteście niemożliwi! – Krzyknęła wchodząc do środka. Zaprosiłam dwóch blondynów i zamknęłam za nami drzwi.
Kto? – Kai przeczesał dłonią swoje i tak rozczochrane włosy. Dziękowałam Bogu, że miał w sobie odrobinę przyzwoitości i założył na siebie ubranie. Wszystkiego mogłam się po nim spodziewać.
Wy! – Paula wycelowała w niego palcem. – Od razu domyśliliśmy, co się święci! Ale Sophia i Martin… Gdybyście tylko widzieli ich miny! – Opadła na kanapę.
Nie przesadzaj – Kai nonszalancko wzruszył ramionami. – Jesteśmy dorośli i mamy prawo do różnych rzeczy… – Specjalnie zaakcentował ostatnie słowo.
Och, daruj sobie! Doskonale wiem, co to za różne rzeczy! – przyjaciółka zrobiła wymowny cudzysłów.
Dobrze, że się nie przeziębiliście – rzucił Timo i zajął miejsce obok swojej ukochanej.
Otóż to! – zawtórował mu Julian. – Przez ten deszcz możecie nabawić się kataru, i co będzie? – Spytał teatralnie. Zareagowałam śmiechem na ich aluzje i insynuacje. Prawda była taka, że wczoraj zdaliśmy się na impuls i nie obchodziły nas żadne konsekwencje. Przyjaciele wiedzieli, gdzie zniknęliśmy i co robiliśmy. Było mi trochę głupio, ale wiedziałam, że nie będziemy przez nich osądzani. Jak słusznie zauważył Kai, byliśmy dorośli. I trochę pogubieni.
Przeszkodziliśmy wam w czymś? – po paru minutach ciszy odezwała się Paula. Zrobiła słodką minę.
A jeśli powiem ci, że tak? – Kai wdał się w dyskusję.
Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że byliście w trakcie…! O Boże! – pisnęła i zasłoniła oczy dłońmi. Timo uspokajająco pogłaskał ją po kolanie. Julian zaśmiewał się do łez.
Nie byliśmy, kretynko – powiedziałam i przesłałam jej całusa.
Dziękuję, że to potwierdziłaś, imbecylku – westchnęła łapiąc się za serce. Pokręciłam głową. Co my wyprawialiśmy? – Kai, Sophia pewnie odchodzi od zmysłów – Powiedziała wrednie, zwracając się do Niemca. Odwróciłam głowę w jego stronę, a strach ścisnął mnie od środka.
Ona… Zatrzymała się u ciebie? – wydukałam. Mój nastrój uległ zmianie w jednej sekundzie. Wszyscy to wyczuli. Atmosfera stała się napięta. Bezgłośnie podziękowałam Pauli za informację, którą właśnie przekazała. Nie chciałam być okłamywana, a Kai nie kwapił się do powiedzenia mi o tym, że Sophia przebywa w jego mieszkaniu. Po tym wszystkim… Zacisnęłam piąstki.
Maddie…
W takim razie idź do niej i proś o wybaczenie, że nie było cię przez całą noc – wycedziłam zimno. Havertz spuścił głowę. Kiedy pozbierał swoje rzeczy skierował się do wyjścia wraz z Paulą i Timo.
Jeśli nie masz nic przeciwko przyjacielu, zostanę chwilę u Maddie – rzucił Julian. Nie okazałam zaskoczenia. Kai posłał blondynowi błagalne spojrzenie, którego nie potrafiłam odszyfrować. Zamykając za nim drzwi poczułam wielką ulgę.


    Julian przyglądał mi się z zaciekawieniem. Rozsiadł się na wygodnej kanapie i czekał na mój ruch. Musiałam ochłonąć. Złość na Kaia buzowała we mnie, domagała się ujścia, 
a nie mogłam pozwolić na to, by wyładować ją na niewinnej osobie. Julian nie odpowiadał za to, że jego najlepszy przyjaciel był największym palantem pod słońcem. Potraktował mnie przedmiotowo. Przemilczał istotny fakt, zabawiał się ze mną całą noc, podczas gdy jego była zadomowiła się u niego i opiekowała się Baloo. Może przesadzałam, ale czułam, że została mi odebrana jakaś cząstka, o której istnieniu wcześniej nie wiedziałam. Nie mogłam odnaleźć się w tym chłopaku. Wysyłał mylne sygnały, których nie rozumiałam. Kiedy wydawało się, że pomiędzy nami w końcu zacznie się coś dziać, on wywijał numery i robił wszystko, abym zmieniła o nim zdanie. Moja cierpliwość zaczynała się kończyć. Postawiłam na swoim jeśli chodzi o studia, musiałam również rozwiązać sprawy między nami. Miałam dość tego zawieszenia i totalnej niewiedzy, co dalej. Jeśli Kai mnie chciał, musiał mi to powiedzieć. Jeśli mnie nie chciał, również miał obowiązek mi to wyznać. Żebyśmy oboje wiedzieli, na czym stoimy.
Usiądź, Maddie – Julian poklepał miejsce obok siebie. Postawiłam na stoliku dwie kawy. Zrobiłam je machinalnie, byleby zająć czymś ciągle trzęsące się dłonie. – Już ci lepiej? – Wyszczerzył zęby.
Nie rozumiem, co cię tak bawi – westchnęłam przymykając powieki. Nie było jeszcze południa, a ja już czułam się kompletnie wyczerpana.
Ty i Kai – odpowiedział gładko i bez ogródek. Upił łyk kawy, ale szybko odstawił kubek, jęcząc że sparzył sobie język. – Paula miała rację, jesteście po prostu niemożliwi. I zabawni, gdy skaczecie sobie do gardeł chcąc udowodnić drugiemu swoją wyższość – Mówił dalej. Słuchałam go w skupieniu. Nie powiedział nic nowego, jednak coś we mnie drgnęło.
Julian… – zaczęłam. – To nie jest takie proste.
Owszem, jest – potwierdził. – Sami komplikujecie to, co jest pomiędzy wami. Wiem, że Kai jest dość trudny w obyciu, ale znam go. Jest dobrym chłopakiem i wiem na pewno, że świadomie nie chce cię krzywdzić i ranić. Robi jedno, myśląc zupełnie o czymś innym. – Próbował go bronić. Nie winiłam go za to. Sama chciałam w to uwierzyć, jednak było to dość trudne. Przez Kaia.
Pomiędzy nami nic nie ma – zaśmiałam się gorzko. – Poza dobrym seksem i zabawą – Prychnęłam pogardliwie. Objęłam kubek pełen kawy dłońmi. Upiłam odrobinę.
Och, Maddie… Chciałbym, żeby kiedykolwiek ktoś zakochał się we mnie tak mocno, jak Kai jest zakochany w tobie – oznajmił spokojnie. W jednej sekundzie zakrztusiłam się ciemną cieczą, kubek wypadł mi z rąk. Uderzył o biały dywan, robiąc wielką plamę. Julian rzucił mi się na ratunek. Kojąco poklepał mnie po plecach i poczekał, aż otrę łzy z policzków.
Jak Kai we mnie… Jak Kai we mnie co? – spytałam głupio, gdy odzyskałam zdolność mówienia. Zatkało mnie, spięłam się.
Kai się w tobie zakochał, przecież to oczywiste! – pstryknął mnie w nos. – Myślisz, że czemu posyłał w moją stronę takie proszące spojrzenia, gdy oznajmiłem, że u ciebie zostaję? Bał się, że wyznam ci prawdę. Wiem, że sam powinien ci to powiedzieć, ale dłużej już nie mogłem patrzeć na to, jak oboje błądzicie we mgle. Teraz ruch należy co ciebie – Poruszył brwiami.
Muszę do niego iść! – zerwałam się na równe nogi. – Dziękuję, Julian! – Rozpromieniona ucałowałam jego policzki. Poczochrał mnie po włosach i uniósł kciuk do góry. To był ten czas.


    W szaleńczym tempie pokonałam odległość dzielącą moje mieszkanie od tego należącego do Kaia. Nie miałam czasu na zebranie myśli. Były jednym, wielkim chaosem, ich zlepek nie tworzył racjonalnego obrazu. Wiedziałam tylko tyle, że musiałam z nim porozmawiać. I to szczerze, bez krętactw, bez wymigiwania się. Wbiegłam na schodki, zdyszana nie mogłam złapać oddechu. Czułam się poplątana. Nacisnęłam dzwonek czekając na reakcję. Byłam nerwowa, nie mogłam popełnić żadnego błędu. Usłyszałam wesołe szczekanie Baloo, damski głos, a później niepewne kroki w korytarzu. Julian zdążył powiadomić Kaia o wszystkim, czy sam domyślił się, że przyjaciel go wydał? W tym momencie miałam to gdzieś.
Maddie? – spytał Kai. Miał niepewną minę. – Co cię tutaj sprowadza?
Musimy pomówić – warknęłam i nie czekając na zaproszenie wtargnęłam do środka. Niemiec przełknął ślinę. Przywitałam się z Baloo i pewnym siebie krokiem weszłam do salonu. Sophia oglądała telewizję, a mój żołądek przekręcił się na widok dwóch, świeżo zaparzonych kaw. – Cześć – Zwróciłam się do niej. – Mogłabyś zostawić nas samych? – Poprosiłam nie zważając na jej reakcję. Jej mina nie była zbyt ciekawa.
Mam… Wyjść? – zapytała szukając odpowiedzi w Kaiu. Nie było jej to na rękę, widziałam to. Chciała zostać, ale w tym momencie nie było tutaj dla niej miejsca.
Nie chcesz słuchać tego, co mam mu do powiedzenia – oznajmiłam.
Julian napisał mi, że po wyjściu Maddie poszedł do Timo i Pauli, więc… – zaczął Havertz.
Zrozumiałam – warknęła. Minęła nas i wyszła trzaskając drzwiami.
Co ty wyprawiasz? – Kai złapał mnie za rękę. – To moje mieszkanie!
Lepiej ty mi powiedz, w co ze mną pogrywasz! Pieprzysz się ze mną całą noc, a rano okazuje się, że w twoim mieszkaniu czeka na ciebie twoja była! Do cholery jasnej, Kai! Tak dalej być nie może! – wściekła tupnęłam nogą. – Jesteś największym palantem na całej kuli ziemskiej. To moje zdanie o tobie!
Co… Co powiedział ci Julian?
PRAWDĘ! – zaakcentowałam. – Jesteś we mnie zakochany? – Postawiłam sprawę jasno. Serce biło mi jak oszalałe. – Kai! Odpowiedz!
Tak! – wybuchnął pokonany. – Jestem w tobie zakochany absolutnie i do szaleństwa! Zadowolona? To chciałaś usłyszeć?! – Wycharczał. Drżał na całym ciele. Pokonałam dzielącą nas odległość i zaatakowałam jego usta. Furia, którą odczuwałam w końcu została zażegnana. Odeszła w kąt pozostawiając nam pole do popisu. Nie wiem, które z nas wykonało pierwszy ruch. Byliśmy plątaniną ciał, szukającą ujścia. Znaleźliśmy je. Znowu w sobie. Znowu byliśmy razem, ale inaczej. Teraz naprawdę.


    Silne, obejmujące mnie ramiona Kaia były dla mnie nagrodą. Po tylu miesiącach niedomówień i małej wojny, która trwała między nami, zaczęłam widzieć świat w jasnych barwach. Domyślałam się, że nie jestem mu obojętna, ale nie przypuszczałam, że Niemiec obdarzył mnie większym uczuciem. Nie byłam skłonna w to wierzyć. Nie po tym, jak mnie traktował, jak mnie zbywał, jak odpowiadał mi półsłówkami, gdy chciałam coś z niego wyciągnąć. Przepełniało mnie bezgraniczne szczęście i radość. Nie miałam pojęcia, ile to potrwa, kiedy znów zaczniemy się kłócić. Teraz najważniejsze było wyznanie Kaia, które sprawiło że unosiłam się nad ziemią. Po raz pierwszy od bardzo dawna czułam się komuś potrzebna. Tak po prostu, tak zwyczajnie. Miałam ochotę paść Julianowi do stóp za to, że popchnął nas ku sobie. Odważyliśmy się wyznać swoje uczucia. Teraz były rzeczywistością, a nie myślami zamkniętymi w głowie. Tak było lepiej. Wtuliłam się w niego mocniej. Znów byliśmy sami, w swoim świecie, do którego nikt inny nie miał dostępu. To były nasze chwile, już nie kradzione, ale wyjątkowe i pełne blasku.
Julian, Timo i Paula znów będą mieć z nas pożywkę – zauważył i odchrząknął lekko. – Trochę mi głupio.
Przed nimi, czy przed Sophią? – dopytałam nie próbując ukryć irytacji. Kai zaśmiał się głośno.
I tak się domyślała – machnął dłonią. – Maddie, naprawdę nie musisz być o nią zazdrosna. Wiem, że mamy wspólną przeszłość, ale to kompletnie bez znaczenia. Lubimy się i nic więcej. To ty… To ty jesteś najważniejsza – Pocałował mnie w policzek. Gdzie podział się ten dumny i pewny siebie chłopak z wybujałym ego? Na pewno nie leżał teraz obok mnie.
Stawiasz przede mną trudne zadanie – wyjąkałam. – Postaram się, choć nie będzie to łatwe. Ty nie musisz złościć się o Martina. To nie we mnie jest zakochany – Dopowiedziałam. Havertz zrobił pytającą minę. – Zauroczył się w Pauli – Wyjaśniłam.
W Pauli?! Czy on do reszty zwariował?! Mi już zdążył się narazić, a teraz chce mieć na głowie wściekłego Timo? Stanowczo mu to odradzam!
Kai… Daj spokój. Martin jest dużym chłopcem i wie, że nie ma żadnych szans. Jednak odkochanie się w kimś nie jest prostym procesem. Musi upłynąć trochę czasu. Musimy mu go dać. Mogę cię o coś zapytać? – zawahałam się.
Tak – odpowiedział.
Wtedy… Po tym jak za pierwszym razem zniknęliśmy na cały weekend… Po naszej rozmowie… Kiedy odrzuciłeś mnie od siebie i postanowiłeś zacząć mnie unikać… Czy już wtedy…? – zagryzłam wargę.
Już wtedy – powiedział cicho. – Stchórzyłem, bo przestraszyłem się własnych uczuć i postanowiłem, że tak będzie lepiej. Byłem głupi, bo nie dałem rady się od ciebie uwolnić. Zmieniłaś mnie Maddie. Mnie i mój tok myślenia. Obiecuję, że odtąd będzie inaczej.
Nie składaj mi obietnic… Nie chcę tego. Chcę, żebyś był przy mnie.
Obiecuję, że będę przy tobie – wtulił twarz w moją szyję. Przepadłam. Całkowicie i doszczętnie.


***

Witam!

Przełom? ^^ Dzięki, Julian! :D





Pozdrawiam ;*